Babskie Bielsko
Pierwszy na Podbeskidziu!

Błędy dziedz­ic­zone z pokole­nia na pokole­nie — roz­mowa z Jolantą Reisch

Na pol­skim rynku wydawniczym pojaw­iła się niety­powa instrukcja obsługi. Jej prak­ty­czność doce­ni­ają głównie osoby, które mają prob­lem z partnerem-​alkoholikiem. „Alko­ho­lik. Instrukcja obsługi” to pozy­cja obow­iązkowa dla współuza­leżnionych, w której zna­jdą mech­a­nizmy obronne dla siebie, cenne porady, „z życia wzięte” przykłady i wiele innych. Bab­skiemu Biel­sku o (współ)pracy nad książką, stereo­ty­pach, różni­cach między piją­cymi kobi­etami a piją­cymi mężczyz­nami, a także o… książkach dla dzieci opowiada Jolanta Reisch.

Syl­wia Kruczek: Dlaczego aku­rat taka tematyka?

Jolanta Reisch: Tem­atyka wynika z współau­torstwa książki, tego drugiego nazwiska z okładki. Ewelina Głowacz (która, niestety, umarła zanim książka ukazała się) była ter­apeutką do spraw uza­leżnień. Ta książka pow­stała w jej głowie. Ewelina chci­ała się podzielić ponad dwudziesto­let­nim doświad­cze­niem w zaj­mowa­niu się tem­atyką uza­leżnień, w prowadze­niu grup uza­leżnień, a przede wszys­tkim w kon­tak­tach z osobami współuza­leżnionymi. Właśnie dla takich osób jest ta książka – głównie dla kobiet współuza­leżnionych, takich, którym przyszło żyć z alko­ho­likami. Dla osób, które zde­cy­dowały się nie odchodzić od uza­leżnionych part­nerów. Bardzo często takie małżeństwa trwają, a skom­p­likowane są zarówno dla jed­nej, jak i drugiej strony. W końcu nie jest grzechem kochać alko­ho­lika. Jest grzechem kochać go głu­pio, podtrzymy­wać jego uza­leżnie­nie, funkcjonować w tym związku i czuć się coraz gorzej. Ewelina dała tej książce treść, ja – formę.

S.K.: Trudno jest współt­worzyć książkę, współpra­cować nad nią z drugą osobą?

J. R.: Szcz­erze mówiąc, ja od zawsze lubiłam współpra­cować. Praca intelek­tu­alna, dzi­en­nikarstwo to zaję­cia, w których człowiek nie powinien się zamknąć, ograniczać, wierzyć, że wszys­tko wie i umie najlepiej i bez pomocy ludzi z zewnątrz da sobie radę. To, co tworzy dzi­en­nikarz, opiera się na infor­ma­c­jach od innych ludzi. Zawsze wysoko ceniłam sobie współpracę z innymi. Tek­sty, które były jej efek­tem, często były nagradzane i doce­ni­ane. Co dwie głowy, to nie jedna! Pisanie z drugą osobą sprawdza się doskonale, kiedy myśli się jak ona, ma się podobne pode­jś­cie do świata, wrażli­wość. Tak było ze mną i Eweliną. W Biel­sku byłyśmy out­siderkami. Ja przeprowadz­iłam się tu z Raci­borza. Wcześniej mieszkałam w Niem­czech, w Lon­dynie, a pochodzę z Opol­szczyzny, gdzie spędz­iłam więk­szość mojego zawodowego życia. Kiedy poz­nałam Ewelinę, czas pracy z alko­ho­likami miała już za sobą. Zaj­mowała się ter­apią sys­te­mową, ustaw­ieni­ami hellingerowskimi. Właśnie na takich zaję­ci­ach miałam okazję ją poz­nać. Dowiedzi­ała się, że piszę książki. Zapro­ponowałam, że jej pomogę. Tak się zaczęło.

S. K.: Jak w takim razie żyć z alko­ho­likiem i nie zwar­i­ować, nie uciec, nie pod­dać się?

J. R.: Związek z alko­ho­likiem jest rzeczą trudną, ale w takim związku równocześnie można funkcjonować na „nor­mal­nych” warunk­ach. Funkcjonować tak, że kobi­eta czuje się nadal kobi­etą, nie podtrzy­mu­jąc uza­leżnienia drugiej osoby. To główny powód pow­sta­nia naszej książki: pomoc kobi­etom, podzie­le­nie się dwudziesto­let­nim doświad­cze­niem terapeutki.

S. K.: W ciągu tylu lat dzi­ałal­ności Ewelina Głowacz na pewno zetknęła się z najróżniejszymi his­to­ri­ami współuza­leżnionych. Zas­tanawia mnie, ile takich osób postanow­iło zostać przy uza­leżnionym partnerze.

J. R.: Wbrew pozorom duży odsetek kobiet decy­duje się na zostanie z uza­leżnionymi mężczyz­nami. Nie ma na to jed­noz­nacznych badań. Państ­wowa Agencja Rozwiązy­wa­nia Prob­lemów Alko­holowych ustal­iła, że na dziesięć kobiet aż osiem zostaje z alko­ho­likiem. To duży odsetek. Odwrot­nie nato­mi­ast sytu­acja wygląda z mężczyz­nami, którzy mają pijące żony. Ośmiu, dziewię­ciu zwykle odchodzi.

S. K.: Ciekawa jestem, z czego to wynika. Czy mężczyźni mają inne uwarunk­owa­nia psy­cho­log­iczne, sła­biej sobie radzą z takimi sytuacjami?

J. R.: Jest wiele powodów, dla których tak się dzieje. Jed­nym z nich jest funkcjonu­jący w Polsce stereo­typ „pijącego fac­eta”. Pijący facet nie okrywa się hańbą, nie ma się czego wsty­dzić. Ot, napił się, potrze­bował się rozluźnić, spotkał się z kolegami… Przy­czyn jego picia jest bardzo wiele i nie ma w tym nic złego. Kiedy widz­imy pijanych mężczyzn, uśmiechamy się, jesteśmy do nich pozy­ty­wnie nastaw­ieni, o ile nie rozra­bi­ają. Ogólny obraz pijanego fac­eta – nie mówię o pato­log­icznych przy­pad­kach, kiedy ktoś pije na umór – nie jest bardzo negaty­wny, jest nawet sym­pa­ty­czny. Z pijaną kobi­etą sprawa ma się zupełnie inaczej. Pijana kobi­eta na ulicy jest momen­tal­nie odsądzana od czci i wiary. Naj­gorsze epitety, jakie kiedykol­wiek mogą paść, padają w kierunku takiej osoby.

S. K.: Kobiecie nie wypada.

J. R.: Kobi­eta, która pije! Jaką ona jest matką, jaką żoną, jaką kobi­etą? Na pewno się puszcza! Wszys­tko, co naj­gorsze, jest wtedy takiej kobiecie zarzu­cane. Tak samo dzieje się w związkach. Pijący facet i współuza­leżniona kobi­eta – cóż, tak się zdarza. Ona jest biedna, on na pewno nieszczęśliwy. To społeczne odium nie jest jeszcze naj­gorsze. Jeśli sytu­acja jest odwrotna, kiedy facet ma pijącą kobi­etę, to momen­tal­nie on jest w cen­trum współczu­cia, na niego spada część wstydu, który otacza pijącą kobi­etę. Są to sytu­acje mocno trau­maty­czne, mężczyźni nie dają sobie z nimi rady. Odchodzą, zostaw­iają pijące kobi­ety, które się szy­bko uza­leż­ni­ają, trud­niej się je leczy.

S. K.: Aż tak zasad­nicze są różnice w pode­jś­ciu do leczenia? Panowie inaczej je znoszą?

J. R.: Kiedy mężczyzna decy­duje się na lecze­nie, cała rodz­ina wpada w euforię. „Jaki on dzielny!”, „Będziemy go wspierać!”… Nato­mi­ast jeśli pijąca kobi­eta idzie się leczyć, to wciąż słyszy, by się pospieszyła, by się zajęła dziećmi, domem, mężem. Kiedy facet po lecze­niu wraca do domu, wszyscy chodzą na paluszkach, żeby mu nie przeszkadzać, by mu poma­gać w rekon­wales­cencji. Kiedy wróci kobi­eta, słyszy, że nie było jej kilka tygodni – tyle pra­nia, tyle gotowa­nia! „Zajmij się tym, oga­r­nij się!”. To są różné uwarunk­owa­nia, przez które inaczej postrzega się pijącą kobi­etę niż pijącego mężczyznę.

S. K.: Jak prze­b­ie­gało pisanie? Miałyś­cie trud­ności ze znalezie­niem wydawcy?

J. R.: Samo tworze­nie zajęło nam pół roku. Bardzo szy­bko, bo Ewelina wiedzi­ała dokład­nie, co chce napisać, a ja – jak to ma być napisane. Było sporo chęt­nych, by wydać książkę. Pier­wszą odpowiedź dostałyśmy już w dwadzieś­cia minut po rozesła­niu opisu do wydawnictw. To chyba najlepiej ukazuje skalę zapotrze­bowa­nia na mate­ri­ały tego typu. Bardzo mnie cieszy, kiedy słyszę, że dla kobiet współuza­leżnionych ta książka jest rodza­jem prze­wod­nika, lub że czyta się ją jak dobrą powieść, że wciąga. Książka jed­nak nie może zastąpić ter­apii. W Polsce utarło się przeko­nanie, że alko­holizm jest chorobą. To prawda, ale współuza­leżnie­nie nie jest chorobą, lecz patologią, której sami nie jesteśmy w stanie zwal­czyć. Potrzebne są nam do tego instru­menty, mech­a­nizmy obronne, tar­cze, by wiedzieć, jak sobie poradzić np. z prze­mocą psy­chiczną i fizy­czną ze strony osoby uzależnionej.

S. K.: W tym leży siła „Alko­ho­lika. Instrukcji obsługi”?

J. R.: Ewelina przez lata współpra­cow­ała z alko­ho­likami, była znana ze swo­jego raczej kon­fronta­cyjnego charak­teru i specy­ficznego języka. Osoby, które chodz­iły do niej na ter­apię, nie były „głaskane”. Ewelina nie pod­chodz­iła do niech na zasadzie: „jaka ty jesteś biedna”. Nie było użala­nia się, ale zachęta, by wziąć się w garść. Myślę, że to zostało w książce dobrze zachowane. Nie ma w niej zbęd­nego teo­re­ty­zowa­nia, za to pojawia się mnóstwo przykładów. His­to­rie oczy­wiś­cie są tak skon­struowane, by ich bohaterowie nie rozpoz­nali się w nich, by pozostali anon­i­mowi. Wiele osób jed­nak utożsamia się z nimi, wskazuje te his­to­rie jako ich własne. Bo one są podobne, przez co pozwalają tym osobom na zrozu­mie­nie, jaki mają prob­lem, i że go mają. Kobi­eta żyjąca z alko­ho­likiem nie zawsze uświadamia sobie, że ma prob­lem. Uważa, że prob­lem ma mąż, bo to on prze­cież pije.

S. K.: To pier­wszy z popeł­ni­anych błędów.

J. R.: Tak, do kobi­ety nie dociera, że ona także jest ofi­arą alko­holizmu. Alko­hol niszczy ją, dzieci. Nasza książka ma uświadomić kobi­etom, że są ofi­arami, mają prawo ubie­gać się o pomoc, i że są miejsca, gdzie mogą tę pomoc znaleźć. Ma pokazać, że mogą żyć nor­mal­nie, wspier­a­jąc się początkowo ter­apią i podob­nymi pub­likac­jami. Plusem książki jest to, że otwiera oczy współuza­leżnionym. Niedostrze­ganie prob­lemu i inne błędy opisałyśmy w jed­nym z rozdzi­ałów. Czego nie powinno się robić? Na przykład nie wyle­wać alko­holu, nie zabierać kieliszka, nie pić z alko­ho­likiem, nie kon­trolować jego komórki, jego rozmów, nie dysku­tować z taką osobą, gdy jest pijana.

S. K. Nie robić wszys­tkiego tego, co chyba więk­szość kobiet jed­nak robi… Robi­e­nie tych rzeczy to próba przy­woła­nia fac­eta do porządku, prawda? Ludziom wydaje się, że to właś­ciwe działanie.

J. R.: Wszelkie błędy są najczęś­ciej dziedz­ic­zone z pokole­nia na pokole­nie. Kobi­ety opowiadają sobie na forach, co mają robić, a zwykle są to totalne bzdury. Fora społeczne, wbrew pozorom, są naj­gorszymi z możli­wych grup wspar­cia. Prze­cież kiedy wyleję face­towi alko­hol, on kupi następny. Za pieniądze odłożone na wakacje.

S. K.: Błędne koło. Co możemy wobec tego zrobić?

J. R.: Zauważyć, że mamy prob­lem. Kiedy jest trzeźwy, zasug­erować part­nerowi lecze­nie. Musimy na początku pomóc sobie samemu. Na przykład znaleźć odpowied­nią porad­nię i poprosić o pomoc dla siebie. Otrzy­mamy odpowied­nie instru­menty, by upo­rać się z prob­le­mem, inaczej też zaczniemy widzieć uza­leżnie­nie mężczyzny, zmieni się nasz sto­sunek do niego. Ważna jest tu świado­mość, że nie jesteśmy bezradni, zdani na łaskę losu, że takich osób jest więcej. Warto na samym początku pomóc sobie zanim spróbuje się pomóc innemu.

S. K.: Jakie jeszcze błędy popeł­ni­ają osoby współuzależnione?

J. R.: Częstym błę­dem kobiet jest podtrzymy­wanie alko­holizmu part­nera. Przy­chodzi pijany mąż do domu. Rzy­gał, upadł gdzieś. Co robi ona? Wyciąga go, myje, układa w łóżku. Jemu po prze­budze­niu wydaje się, że coś było nie tak, ale prze­cież budzi się w czys­tej poś­cieli, żona chodzi na paluszkach po kuchni, żeby się nie obudził, bo go głowa boli… Myśli więc, że skoro tak, to wszys­tko jest w porządku, nie zro­bił nic złego. Dlaczego ma tego nie powtórzyć? Czyj to jest błąd? Kobi­eta dała do zrozu­mienia, że posprząta, doprowadzi do ładu. Bo w końcu jaka żona zostawi tego biedaka brud­nego, na podłodze? To także wynik stereo­typu. A gdyby się obudził rano brudny i na podłodze, to co by sobie pomyślał? Że wszys­tko jest ok? Może wtedy zacząłby się zas­tanaw­iać nad sobą. Pewnie, że jest trudno zostawić na podłodze zarzy­ganego męża, ale to w końcu nie są byle jakie prob­lemy. Nie rozwiążą się za pstryknię­ciem palca. Alko­holizm jest chorobą, która posi­ada swoje reakcje obronne przed brakiem picia, więc zer­wanie z nim jest bardzo trudne.

S.K.: Czym się Pani zaj­muje poza pisaniem?

J. R.: Do marca ubiegłego roku byłam redak­tor naczelną mag­a­zynu Przed­siębiorcy. Podbeskidzie i Śląsk Cieszyński, wydawanego przez lokalną Izbę Prze­mysłu i Handlu. Zazwyczaj pracuję jako free­lancer – gazety i por­tale zamaw­iają u mnie artykuły. Cza­sami prowadzę kursy pisa­nia, jako Wytwór­nia Słów. Prowadzę także blog – Mama Nieidealna.

S.K.: Wciąż Pani pisze książki dla dzieci?

J. R.: Tak. W ubiegłym roku ukazała się moja książka „Konie. Suita na cztery kopyta”. To pięt­naś­cie ilus­trowanych opowiadań, a każde z nich opowiada o innym rodzaju konia. Dzikie konie w Namibii, w Aus­tralii, koniki Fal­a­bella… Wcześniej nie wiedzi­ałam, w jak różnych okolicznoś­ci­ach potrafią żyć konie. Przeżyłam niesamow­itą przy­godę, pisząc tę książkę. Obec­nie pracuję nad kolejnymi.

S. K. Przyjęło się i poku­tuje myśle­nie, że książki dla dzieci to najczęś­ciej papka. Jest w tym chyba sporo prawdy. Dobrej lit­er­atury dla najmłod­szych, takiej, o jakiej Pani mówi, nie spo­tyka się na każdym kroku.

J. R.: Mam ośmi­o­let­nią córkę, a pier­wsze książki pisałam właśnie dla niej, kiedy była mała i mieszkaliśmy w Niem­czech. Jeśli chodzi o pol­ski rynek wydawniczy, to mam żal, że nie pro­muje się dobrych pol­s­kich autorów, bo trzeba im więcej zapłacić. Lep­iej jest kupić całą książkę ang­iel­ską lub amerykańską i ją przetłu­maczyć. I tu dochodz­imy do tej papki. Wydawnictwa nie zlecą tego najlep­szym, bo wiąże się to z kosz­tami. W kon­sek­wencji otrzy­mu­jemy tekst, który nie odd­aje ducha książki, nie jest dos­tosowany do dziecka. Druga sprawa – wydawcy wolą książki dawno zmarłych pol­s­kich autorów, co wiąże się z udostęp­nie­niem praw autors­kich. Tym, którzy obec­nie tworzą, musieliby zapłacić. W ten sposób na rynku nadal obecne są pozy­cje, które nie przys­tają do obec­nej sytu­acji, kon­ser­wują poglądy sprzed stu lat. Dobrym przykła­dem jest „Murzynek Bambo”. Nazwisko na okładce jest gwarancją, że ktoś to kiedyś kupi.

S. K.: Pozostaje mi więc życzyć Pani samych dobrych książek – i tych włas­nych, i tych innych, spo­tykanych na księ­gars­kich półkach. Dziękuję za wywiad.

***

Jolanta Reisch — dzi­en­nikarka pra­sowa i radiowa, lau­re­atka ogólnopol­s­kich nagród branżowych. Dłu­go­let­nia redak­torka Pol­skiego Radia Opole. Pub­likowała także w prasie ogólnopol­skiej (Pol­ska The Times), lokalnej (Nowa Try­buna Opol­ska) oraz w pol­sko­języ­cznej prasie w Wielkiej Bry­tanii (Pol­ish Express, Goniec Pol­ski). Autorka książek dla dzieci, min; Ćma Beatka szuka mamy, Przy­gody kro­pelki Amelki, KONIE, Suita na cztery kopyta. Absol­wen­tka dzi­en­nikarstwa na Uni­w­er­syte­cie Śląskim w Katow­icach. Kon­tynu­uje edukację na stu­di­ach pody­plo­mowych (Studium Literacko-​Artystyczne, tzw. Szkoła Pis­arzy) na Uni­w­er­syte­cie Jagiel­lońskim. Inic­ja­torka biel­s­kich Biz­ne­sowych Spotkań Śniadan­iowych. Dzi­ałaczka orga­ni­za­cji pozarzą­dowych (Fun­dacja Lunita, Sto­warzyszanie Wolna Szkoła Wal­dorf­ska). Aktu­al­nie pełni funkcję man­agera w School of Art Vis­age w Bielsku-​Białej.


Dołącz do newslet­tera
Firmy dla Ciebie
  1. Malou
  2. Gabi­net Odnowy Bio­log­icznej „Farma Piękna”
  3. Katarzyna Anderka. Kos­me­tyki organ­iczne. Pro­gram skutecznego odkwasza­nia i odchudza­nia organizmu
Reklamy
Nasze Akcje

Partnerzy Babskiego Bielska

Organizatorki

Studio Mikstura
Redakcja Babskie Bielsko:
11 Listopada 60-62 (I piętro pok. 107)
43-300 Bielsko-Biała
Tel +48 33 810 68 79
Kom +48 793 070 286
Email:

Kontakt

Email: redakcja@babskiebielsko.pl

 

Projekt i Wykonanie: Cyber Sky

.