Babskie Bielsko
Pierwszy na Podbeskidziu!

Pora na zmi­any. Roz­mowa z Elż­bi­etą Piętką

Wielu ludzi boi się zmian. Są jed­nak takie zmi­any, które mogą wyjść nam tylko na dobre. Przekon­ała się o tym najlepiej Elż­bi­eta Piętka. W pewnym momen­cie ta nauczy­cielka z dziesię­ci­o­let­nim stażem postanow­iła całą swoją kari­erę popch­nąć na zupełnie nowe tory. Okazało się, że to, co nieświadomie robiła od lat, można zamienić w satys­fakcjonu­jącą pracę. Elż­bi­eta Piętka jest coachem — mogłyś­cie poz­nać ją między innymi pod­czas drugiego spotka­nia w ramach Forum Biel­szczanek. Bab­skiemu Biel­sku opowiada o tym, co tak mocno przy­ciągnęło ją do coachingu, o swoich zain­tere­sowa­ni­ach, które z pasją rozwija w wol­nych chwilach, o tym, co zostaw­iła za sobą.

Syl­wia Kruczek: Nie jesteś coachem od urodzenia (śmiech). Co robiłaś do czasu, gdy stwierdz­iłaś, że dokład­nie wiesz, co najbardziej chcesz w życiu robić?

Elż­bi­eta Piętka: Prak­ty­cznie od 10 lat zaj­mowałam się ucze­niem języka ang­iel­skiego w różnych placówkach – od gim­nazjum, przez szkoły społeczne, tech­nikum, po pry­watne szkoły językowe. Mogę śmiało powiedzieć, że chyba nie ma grupy wiekowej, z którą nie miałabym do czynienia w swo­jej kari­erze. Zawsze jed­nak najwięk­szą satys­fakcję na zaję­ci­ach przynosiło mi „wych­wyty­wanie” i możli­wie delikatna roz­mowa z ludźmi, po których widzi­ałam, że borykają się z jakimś prob­le­mem. To było dla mnie najcenniejsze.

S.K.: Doszłaś do wniosku, że coach­ing to zaję­cie dla Ciebie. Co przy­czyniło się do tej decyzji? Co coach­ing wnosi w Twoje życie?

E.P.: Dobre pytanie… Na pewno do tej decyzji przy­czyniło się poczu­cie, że moja doty­chcza­sowa praca mi nie wystar­cza, nie daje już radości, po prostu nie pozwala mi żyć tak, jak chcę. Dzięki temu, że sama przeszłam sesję coachin­gową, w cza­sie której poz­nałam swoją hier­ar­chię wartości, zdałam sobie sprawę, że moja ówczesna praca nie miała prak­ty­cznie nic wspól­nego z tą hier­ar­chią. Stąd kon­flikty, prob­lemy, coraz gorszy stan zdrowia… Teraz już mam świado­mość, że ta zgod­ność pracy z wyz­nawanymi wartoś­ci­ami jest niesamowicie ważna, w prze­ci­wnym razie fun­du­jemy sobie równię pochyłą wiodącą do nieporozu­mień, stresu, poważnych prob­lemów zdrowotnych.

Coach­ing daje mi zrozu­mie­nie moich dzi­ałań, wytłu­macze­nie moich obaw i ich racjon­al­iza­cję, przy­wró­cił mi radość życia i energię do dzi­ałań, które teraz sama sobie wyz­naczam i za które biorę pełną odpowiedzial­ność. Najważniejsze co dał mi coach­ing? Uświadomie­nie sobie, do czego w życiu dążę i jak chcę to osiągnąć. Odzyskanie energii, radości i kon­troli nad włas­nym życiem. Każdy powinien mieć możli­wość tak się czuć.

S.K.: Jakim zestawem cech powinien charak­tery­zować się trener oso­bisty, by dobrze real­i­zować swoją misję?

E.P.: Empatią, abso­lutną dyskrecją, świet­nie rozwiniętą umiejęt­noś­cią uważnego słucha­nia. Plus stosowanie się do etyki coachingu i ciągłe rozwi­janie swoich umiejętności.

S.K.: Co należy do pod­sta­wowych dzi­ałań coacha? Jakiego typu pomoc i wspar­cie możemy od niego uzyskać?

E.P.: Gdzieś przeczy­tałam, że coach to taki człowiek, który wierzy w swo­jego Klienta bardziej, niż on sam – i to jest dla mnie pod­sta­wowe dzi­ałanie. Co zatem można zyskać dzięki coachin­gowi? Niesamowicie wiele – i mówię to z autop­sji. Długo by wyliczać: lep­sze poz­nanie siebie samego; poz­nanie swo­jej hier­ar­chii wartości (w sposób zdu­miewa­jąco pre­cyzyjny), uświadomie­nie sobie wpo­jonych przekonań, często bardzo nas ogranicza­ją­cych; spre­cy­zowanie swoich celów, marzeń i stworze­nie szczegółowego planu ich osiąg­nię­cia; znalezie­nie swoich moc­nych stron; zdoby­cie umiejęt­ności radzenia sobie z różnymi wyzwa­ni­ami – brzmi jak frag­ment kiep­skiej reklamy, ale naprawdę tak jest:), masa pozy­ty­wnej energii i chęci do dzi­ała­nia. I chyba najważniejszy „zysk” z coachingu: znalezie­nie odwagi do życia w taki sposób, w jaki zawsze chcieliśmy żyć.

S.K.: W Polsce, w obiegowej opinii, korzys­tanie z porad coacha trak­towane jest chyba nieco lep­iej niż uczęszczanie do psy­chologa. Posi­adanie swo­jego oso­bis­tego „tren­era” wiele osób postrzega jako niepotrzebną fan­aberię. Coach w pol­skim społeczeńst­wie – jak jest postrzegany?

E.P.: Nadal jako coś egzo­ty­cznego, zbytecznego. Rez­erwa i niedowierzanie to dość typowe odruchy – i ja to rozu­miem, bo jeśli ktoś nigdy nie miał do czynienia z dobrym coachem, to infor­ma­cje na temat korzyści płyną­cych z coachingu brzmią po prostu niere­al­nie optymisty­cznie. To postrze­ganie powoli się zmienia; coraz częś­ciej temat coachingu pojawia się w medi­ach, to na szczęś­cie zmniejsza społeczną nieufność. W końcu korzys­tamy z usług oso­bistych tren­erów, diete­tyków, styl­istów – dlaczego nie sko­rzys­tać z usług kogoś, kto zadba o tren­ing naszego roz­woju wewnętrznego? Jeśli ktoś uważa, że coach jest wyłącznie fan­aberią – zapraszam na wery­fikację tego poglądu w cza­sie wstęp­nej sesji (śmiech).

S.K.: Sesja coachin­gowa – na czym ona polega? Czy dobierasz jej skład­niki do poszczegól­nych osób, czy może są one stałe i niezmienne?

E.P.: Sesja to przede wszys­tkim roz­mowa, ale z moc­nym podzi­ałem zadań – zadaniem Klienta jest szczere udzielanie odpowiedzi na pyta­nia coacha i szczerość wobec siebie samego, co bywa niełatwe, ale przynosi zaskaku­jące efekty. Rolą coacha jest bycie uważnym słuchaczem i… lus­trem dla swo­jego Klienta. Takim lus­trem, w którym można zobaczyć, kim się naprawdę jest, na czym nam zależy, jakie przeko­na­nia w nas tkwią, o co nam tak naprawdę chodzi.

Na pier­wszej sesji sku­piam się na jak najlep­szym poz­na­niu Klienta (zwanego również Coachee) – uzupełniamy anki­etę danych osobowych, tworzymy koło życia i koło pracy – ćwiczenia proste, acz dające niesamow­ity wgląd w sytu­ację życiową w danym momen­cie. Jeśli czas pozwala, już wtedy pracu­jemy nad określe­niem szczegółowej hier­ar­chii wartości. Pier­wsza sesja jest najdłuższa, trwa około 3 godzin; zwykle Klienci scep­ty­cznie reagują na infor­ma­cję, że tyle możemy potrze­bować, jed­nak po sesji zawsze pojawia się niedowierzanie „Jak to, już 3 godziny przeszły? Niemożliwe!”.

Jest kilka sug­erowanych wzorów prowadzenia sesji, ale wielka elasty­czność w doborze pytań jest niezbędna. Nic gorszego, niż coach sku­pi­ony bardziej na szty­wnym „odhacza­niu” pytań z listy, niż na real­nym słucha­niu tego, co Klient ma do powiedzenia. Możemy przyjąć w wielkim skró­cie, że ogólny prze­bieg sesji to: relacja z real­iza­cji planów z poprzed­niej sesji, ustal­e­nie celu, na którym Coachee chce się skupić na danej sesji, stworze­nie szczegółowego planu dzi­ała­nia, zadanie do przepra­cow­a­nia między ses­jami. Te punkty może brzmią sucho i mało pory­wa­jąco, ale to, co dzieje się przy każdym z nich w cza­sie sesji, to istna magia (śmiech). Pojawia się ener­gia, wiara w siebie, radosne niedowierzanie, a przede wszys­tkim – poczu­cie zyska­nia kon­troli nad naszym życiem. Niesamowite!

S.K.: Co takie spotka­nia mogą dać kobiecie? I czy bardziej będzie ich potrze­bowała, powiem potocznie, „kura domowa”, czy busi­ness­woman na kierown­iczym stanowisku?

E.P.: Coach­ing przyda się każdemu, kto czuje, że w jego życiu najwyższa pora na jakąś zmi­anę. To mogą być zmi­any różnego kali­bru, od tem­atów typu „Nie mam czasu, żeby zro­bić porządek w domu/​zadbać o siebie” itp. po tem­aty „Mam dość swo­jej pracy/​Nie wiem, co mam robić w życiu/​Nie jestem szczęśliwa/​Nie wierzę w siebie” itp. Niesamowite, ilu ludzi tkwi w pracach/​związkach/​układach, których nien­aw­idzą, które ich niszczą, ale nic z tym nie robią – bo „co ludzie powiedzą/​nikt nie ma łatwo/​to nie dla mnie/​nie dam rady”.

Coach­ing pomaga znaleźć w sobie odwagę i energię do pójś­cia swoją wymar­zoną drogą. Daje poczu­cie bycia ważnym, słuchanym, wartoś­ciowym. Coach nie daje Klien­towi gotowych rozwiązań, porad, nie mówi „Masz zro­bić tak i tak, wtedy będziesz szczęśliwy”. Zami­ast tego pomaga zyskać kon­trolę nad włas­nym życiem – a to naprawdę fan­tasty­czne uczucie.

S.K.: Zatrzy­ma­jmy się na moment przy kobi­etach. Jakie są te, które najczęś­ciej współpracują z coachami?

E.P.: Bardzo często są to kobi­ety, które czegoś w życiu mają już serdecznie dość i chcą to zmienić. Nie zawsze wiedzą, na co, ale mają wewnętrzne poczu­cie, że na pewno nie chcą już dłużej tego, co jest teraz. Często przy­chodzi mi na myśl porów­nanie z przysłowiowym brzy­d­kim kaczątkiem w wer­sji psy­chicznej – rozu­miem przez to piękne, mądre, doświad­c­zone, silne kobi­ety, które nie widzą w sobie żadnej z tych cech. 

Dzięki coachin­gowi uświadami­ają sobie, jak niesamow­itymi zasobami dys­ponują, ile jest w nich siły, energii, pomysłów, kreaty­wności. To fan­tasty­czne uczu­cie móc widzieć, jak Coachee krok po kroku odkrywa samą siebie, jak dochodzi do etapu „To naprawdę ja wymyśliłam? To ja tak naprawdę potrafię?”.

S.K.: Ty poza ses­jami, Ty poza pracą – czym się pasjonu­jesz „po godz­i­nach”? (śmiech)

E.P.: Od paru lat z wielką przy­jem­noś­cią pro­jek­tuję i tworzę biżu­terię w tech­nice sutaszu, coś takiego świet­nie wycisza umysł, uczy cier­pli­wości (szczegól­nie przy pow­strzymy­wa­niu klep­tomańs­kich zapędów moich dwóch kotów wzglę­dem półpro­duk­tów do tworzenia biżu­terii…) i pre­cyzji, ale też po prostu cieszy swoim niepow­tarzal­nym pięknem. Pochła­niam mądrości na temat sze­roko rozu­mi­anego roz­woju oso­bis­tego przy kubku pysznej kawy zro­bionej przez kochanego Męża, z którym uwiel­biam spędzać czas pod każdą postacią. Zawsze też dużo radości i energii czer­pałam ze słucha­nia muzyki, ostat­nio – dzięki Mężowi właśnie – odkry­wam na nowo niewiary­godny urok słucha­nia muzyki z płyt winy­lowych, abso­lut­nie nieporówny­walny z brzmie­niem cyfrowym. Nigdy w życiu się nie nudz­iłam – zawsze jest jakaś książka warta przeczy­ta­nia, kon­cert wart zobaczenia, dro­bi­azg wart zach­wytu, inspiracja do stworzenia biżu­terii, ciekawi ludzie, miejsca, zdarzenia, roz­mowy, spotka­nia… Życzę każdemu braku nudy i odkrycia swoich źródeł radości w życiu!

A na koniec – gwoli inspiracji – moja ulu­biona his­to­ryjka coachin­gowa wyszukana w otchła­ni­ach internetu:

„Pewnego razu człowiek prze­chodził koło domu i zobaczył odpoczy­wa­jącą na werandzie starszą parę. Pomiędzy nimi leżał pies i skom­lał. Człowiek zdzi­wił się, ale nic nie powiedział. Następ­nego dnia his­to­ria się powtórzyła: człowiek znów prze­chodził obok tego domu, starsza para odpoczy­wała sobie w bujanych fotelach, pies leżał w tym samym miejscu i skom­lał. Człowiek postanowił, że jeśli naza­jutrz znów zobaczy tę samą scenę i usłyszy skom­le­nie psa, to zapyta o co chodzi. Trze­ciego dnia człowiek zas­taje ten sami widok: starsza pani pije herbatę, starszy pan czyta gazetę, a pies leży pomiędzy nimi i skomli. Człowiek nie mógł już tego dłużej znieść i spy­tał:
 – Przepraszam, co się dzieje z waszym psem?
 – Z psem? – odpowiedziała starsza pani. – Pies leży na gwoździu wys­ta­ją­cym z desek werandy.
Zdu­miony jej odpowiedzią człowiek zapy­tał:
 – Jeżeli pies leży na gwoździu i cierpi, to czemu nie wstanie i nie położy się w innym miejscu?
Starsza pani uśmiech­nęła się i odparła:
 – To oznacza, że boli go na tyle, żeby skom­leć, ale nie na tyle, żeby ruszyć się z miejsca…”

Życzę wszys­tkim odwagi w rusze­niu się z miejsca!

S.K.: Bardzo Ci dziękuję, również w imie­niu Czytel­niczek Bab­skiego Biel­ska, i pozostaje mi życzyć Ci coraz liczniejszych sukcesów!


Dołącz do newslet­tera
Firmy dla Ciebie
  1. Malou
  2. Gabi­net Odnowy Bio­log­icznej „Farma Piękna”
  3. Katarzyna Anderka. Kos­me­tyki organ­iczne. Pro­gram skutecznego odkwasza­nia i odchudza­nia organizmu
Reklamy
Nasze Akcje

Partnerzy Babskiego Bielska

Organizatorki

Studio Mikstura
Redakcja Babskie Bielsko:
11 Listopada 60-62 (I piętro pok. 107)
43-300 Bielsko-Biała
Tel +48 33 810 68 79
Kom +48 793 070 286
Email:

Kontakt

Email: redakcja@babskiebielsko.pl

 

Projekt i Wykonanie: Cyber Sky

.